Jak to mówią – PRACA, PRACA, PRACA!

To że nas nie było, to nie znaczy, że nas nie było. Wręcz przeciwnie. Byliśmy.
I pracowaliśmy. Lubimy pracę…

Lubię pracę. Praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
Jerome K. Jerome

Żarty żartami, ale czas na raport z miesięcy milczenia.
Po pierwsze – dopracowaliśmy layouty. Świat który stworzyliśmy nabrał tak robaczywego charakteru, że sami z przyjemnością byśmy w nim zamieszkali.
Po drugie – mamy już skończony storyboard produkcyjny.
Po trzecie – MAMY ANIMATIK! Na razie tylko do pierwszej sceny, ale jest. Testowaliśmy go na wąskiej grupie znajomych i wyniki projekcji są bardziej niż zadowalające.

pre-teaser-blog-grafyks

Teraz przed nami warsztaty z programu Toon Boom Animate i przyjemność ożywienia tego co się w naszych głowach urodziło. No i wiosna.

Wiosna…
Dłuższe dnie, wyższa temperatura, kolory zastępują szarość. Kwitną kwiatki, zieleni się trawa, zwierzątka wychodzą z miejsc w których zimowały. Wiosną świat budzi się do życia. Chcąc dostosować się do tego sielskiego nastroju, uroczyście obiecujemy, że pierwsza animacja pojawi się wraz z równie pierwszym motylkiem. Albo dziesiątym…

Reklamy

Warstwy zarostu

Miasto to dominująca sceneria w „Robactwie” – występujące w rzeczywistości mrowiska, ule czy norki pokażemy w formie zabudowy miejskiej.

miasto

Żeby nie było tak surowo musimy wstawić drzewa… Drzewa? Drzewo w tej skali to cały świat.

Z pomocą przyszły nam grzybki…

miasto-grzybki

Grzybki jednak są zbyt biedne – dodaliśmy drugą warstwę „zieleni miejskiej”, która została przez nas podpatrzona w łódzkim Parku na Zdrowiu (sięgała nam cholewki) i uważamy, że wspaniale buduje atmosferę robaczywego raju.

miasto-grzybki-roslinki-bzdzichu

Właściwa zieleń rysuje się wysoko ponad zabudową miejską i jest tak przerzedzona, żeby nie zasłaniać nieba i – co najważniejsze – miasta.

Procenty, czyli jak nie przegiąć pały

Największy człowiek świata jest o 360% wyższy od najmniejszego człowieka świata.

Imponujące? Pfff… W liczbach nasz nędzny gatunek przegrywa z owadami z kretesem – nowozelandzki szarańczak Weta jest o 90 000% większy niż błonkówka Megaphragma mymaripenne i potrafi zabić szerszenia marchewką.

Fakt ten nie mógł umknąć uwadze naszej kompetentnej ekipy (umyka jedynie sama błonkówka). Infrastruktura owadziego świata będzie gabarytowo zróżnicowana, odpowiadając różnorodności jej użytkowników.

Z różną skalą spotkamy się w najbardziej wyrazisty sposób w projektach budynków, gdzie apartament np. muchy końskiej dzielić może ścianę z tuzinem apartamencików muszek owocowych.

parcela

Zróżnicowane będą również środki transportu indywidualnego (i przeżywalność w wypadkach z ich udziałem).

skalsam

W przeciwieństwie do transportu publicznego, którego jednostki – autobusiki, kolejki, samolociki rejsowe itp. – będą w jednym standardowym rozmiarze dla wszystkich, aby nie manifestować dyskryminacji w tak bezczelny sposób.

Jednakże naszym robaczkom przypiszemy ludzką różnicę między najmniejszym i największym osobnikiem, gdyż owadzia rozpiętość 90 000% nastręczałaby wielu problemów „technicznych”. Pierzeje funkcjonowałyby wówczas nawet na licach krawężników – może i byłoby to dowcipne, ale poziom detali byłby już obłędny, a i tak przeginamy pałę.

Budowanie historii (cz. 2) – świat

Gdy zechcemy osadzić jakąś historię w rzeczywistości zamieszkanej przez robaczki czy inne Smurfy, to niemal naturalnie pojawi się przed nami niezbyt złożony świat, zorganizowany plemiennie, gdzie szczytem technicznych możliwości będzie wóz bojowy z orzecha włoskiego, ciągnięty przez obłaskawioną polną myszkę. Takiego świata nie chcemy. Mówimy stanowcze  „NIE!” infantylizmowi narzucającemu się przez skalę bohaterów.

teczorzyg-minimal-2

Świat naszych robaczków będzie jak najbardziej współczesnym światem, skomplikowanym, zaawansowanym – będzie można o nim pisać prace magisterskie na różnych gównoznawstwach.

Ponadto interesuje nas wykreowanie takiej rzeczywistości, że gdyby to było możliwe, przebywalibyście w niej dobrowolnie, a nie tylko dlatego, że kochacie Bzdzisława. Świat ten fizycznie musi się jednak odróżniać od naszego, podkreślając m.in. fakt, że zamieszkują go społeczności bardziej ruchliwe i jako całość liczniejsze o 8 rzędów wielkości.

Poczyniliśmy sobie zatem założenia – wstępnie trzy i bardzo ogólne – według których będziemy projektować scenerie do „Robactwa”.

1. Brak odgórnego planowania

Urbanista to u owadów zawód haniebny – żeby bardziej nie zhańbić projektanta, zwalnia się go z funkcji po pierwszej jego inteligentnej próbie ingerencji w robaczywą tkankę miejską.

robactwo-urbanistaUkład ulic jest zatem nieregularny jak żyłki na kulturyście. Ponadto wzór nie jest dwuwymiarowy – ma wiele warstw: owady lubią tunele, estakady, kładki, lubują się w traktach przechodzących przez budynki. Króluje spontaniczna samoorganizacja bez czyjegoś wyższego zamysłu (co nie znaczy, że takowego nie ma).

robactwo-zabudowa

Nie jest to może praktyczne w oczach dobrze wychowanego planisty. Owadów  jest jednak tyle, że mogą spokojnie ginąć wskutek nieprzemyślanej organizacji własnego życia, a dramat pozostanie przez nie niezauważony. Dużo śmierci w ciekawej scenerii – o to wszak chodzi w dobrym kinie.

2. Grawitacja jest nieistotna

W naszej skali pewne konstrukcje, topografia, nie są możliwe ze względu na przeciążenia, lecz w skali robaków wszelkie idiotyzmy będą stabilne – owadzi inżynierowie nie uczą się o grawitacji, bo to wielkoskalowa fanaberia dla teoretyków. W świecie owadów tylko ignoranci obliczają siły działające na konstrukcję.

zabudowa-7

Po przykładowej wizualizacji zapewne spodziewaliście się czegoś bardziej niemożliwego, ale…

3. Bez przesady!

Mimo bardzo wygodnych założeń nie można jednak przesadzać. Świat musi być na swój sposób „ludzki”, aby nie był dla widza zbyt obcy.

suburbia

Rozwijamy jeszcze nieformalne założenia szczegółowe, co do budynków czy roślinności, ale muszą nam się sprawdzić w boju – te, które przetrwają, opiszemy.

Budowanie historii (cz. 1) – bohaterowie

Drodzy Fani Robactwa!
Przygotowanie dzisiejszego wpisu zajęło nam sporo czasu i było nie lada wyzwaniem. Ośmielimy się nawet stwierdzić, że przygotowanie go do publikacji wymagało od nas więcej wysiłku, aniżeli praca nad samym serialem (bo ta idzie nam wzorowo).

A skąd te problemy przy poście? Otóż nie do końca w naszych szeregach panowała zgoda co do jego formy i każdy z nas miał nań inny pomysł. Z jednej strony chcieliśmy Wam przekazać jak najwięcej wiedzy o tym, jak praca nad Robactwem przebiega, z drugiej problemem było ubranie tego w przystępną, chcącą czytać się formę. Stąd post ten będzie podzielony na dwie części. Łatwą, po której bądziecie mieć bardzo ogólny obraz pracy nad filmem. Trudną, którą czytacie na własną odpowiedzialność. Trochę jak w Matriksie – albo pigułka czerwona, albo niebieska. Wasz wybór…

piguly

Niebieska Pigułka

No robi nam się świetnie! Postacie właściwie same nam się piszą. Tak jak scenariusz.
Głównych bohaterów już mamy. Powstali pierwszego dnia i byliśmy nimi zachwyceni. Każdy inny. Po prostu menażeria dziwolągów, która wrzucona w wir przygód sama buduje akcję. Plastycznie pracowaliśmy nad nimi chyba jakieś trzy dni. Każdy z nas musiał pójść na kilka kompromisów, ale wszystko z korzyścią dla większego dobra. Z resztą wszyscy trzej zadowoleni jesteśmy z efektu naszej pracy.

Czerwona Pigułka

Co by było, gdyby insekty osiągnęły poziom cywilizacyjny człowieka? – taki był punkt wyjścia dla naszej serialowej fabuły (premise). Aby z tego powstała historia, trzeba stworzyć bohaterów oraz świat wraz z jego wewnętrzną logiką. Ustanowienie zasad dla naszego świata ułatwia konstruowanie wiarygodnych historii (na tej zasadzie, na której Gwiazda Śmierci jest całkiem wiarygodna w uniwersum Gwiezdnych Wojen).

w-barze-szkic

Zanim bohaterowie nabrali kształtów, rozpisaliśmy sobie ich składowe:

  • role, czyli podział na „dobrych” i „złych”: protagoniści (piątka naszych głównych bohaterów), antagoniści, sojusznicy jednych i drugich oraz postacie neutralne
  • cechy
    • psychiczne, np.: malkontent, melancholik
    • fizyczne, np.: korpulentny, flegmatyczny, silny
    • socjologiczne, bogaty, kawaler
  • nawyki, np.: klnie, w rozmowie ciągle powtarza „tak to jest, kochanieńki”
  • duchy – traumy z przeszłości
  • koszmary – lęki przed wydarzeniami, które dopiero mają nastąpić
  • zalety, np. pomocny, chętnie pożycza pieniądze
  • wady, np. nie dotrzymuje słowa, spóźnia się, zawsze „ma rację”
  • relacje z innymi postaciami

Żałujemy, że powyższa lista nie jest w formie tabeli wypełnionej krojem maszynowym.

Role

Dodajmy ciekawostkę, że role przypisane postaciom na początku historii mogą jak najbardziej ulec przetasowaniu w jej toku:

role

Cechy

Cechy rozdawaliśmy między bohaterów w taki sposób, aby każdy miał braki w innym obszarze, lecz jako grupa posiadali zestaw w pełni uzupełniający się. Wymusza to na piątce naszych protagonistów pracę zespołową.

Najciekawiej jest z cechami fizycznymi – większość widać na pierwszy rzut oka i można na ich podstawie spekulować o pozostałych cechach: psychologicznych i socjologicznych. Zróżnicowaliśmy fizycznie naszych bohaterów, opisując każdego na odmiennym „prymitywie”, jako punkcie wyjścia dla projektu postaci:

robactwo-na-prymitywach-2

Pod prymitywami mamy już całkiem zaawansowane projekty koncepcyjne, lecz droga do nich prowadziła przez tony szkiców i ciekawe dyskusje przy szarlotce. Ostatecznym sprawdzianem prawidłowo zaprojektowanej postaci do animacji był dla nas „test sylwetek”:

robactwo-sylwetki-2

Być może Malariusz odbiega nieco od swojego prymitywa, ale rozpoznawalność jego, jak i pozostałych postaci jest dla nas satysfakcjonująca. Test sylwetek spełnił też swoją rolę przy ustalaniu ekspresji charakterystycznej dla każdego z bohaterów – czynności, gesty, postawy, zamiary powinny być łatwe do odczytania na zaciemnionej sylwetce.

mucha-sylwetka

Nawyki

Nawyki to chyba najprostszy sposób, aby nadać bohaterowi indywidualny rys – drobną, cieszącą oko niedoskonałość. Na przykład ćma Czacha nie ma lekko:

cma-nawyk

Ale należy jej się, jako przynależnej do antagonistów.

Duchy i koszmary

Duch jest kimś lub czymś z przeszłości, co nadal wpływa paraliżująco na działania bohatera. Jest to na przykład traumatyczne przeżycie w windzie, będące źródłem obecnej klaustrofobii, uniemożliwiającej bohaterowi uwolnienie księżniczki z piwniczki.

Znamy już „ducha” Oktawiana – jako berbeć był świadkiem, jak jego matka pożarła swojego małżonka po udanym seksie. To wydarzenie ukształtowało postać – Oktawian jest opanowanym, nienawidzącym przemocy (i seksu) dżentelmenem-wegetarianinem, wychowanym przez rodzinę zastępczą.

duchy-oktawiana

Koszmar dla odmiany dotyczy przyszłości. Jest to lęk, który bohater będzie musiał przezwyciężyć na drodze do celu. Oktawianowi podarowaliśmy obawę przed tym, że kiedyś nieopatrznie zje… MIĘSO! Oznaczałoby to przemianę w krwiożerczą bestię (utożsamianą przez matkę) i utratę kontroli nad własnym ciałem i umysłem.

Wady i zalety

Część cech w ogóle nie ujawni się w fabule – obficie dodawaliśmy je na wyrost, aby mieć pełniejszy obraz bohaterów. Taki naddatek ułatwia nam budowanie historii trzymających się kupy. Dokumentacja postaci robi się wtedy obszerna, więc po ustaleniu charakterystyki bohaterów wygodnie jest pogrupować sobie ich właściwości pod kątem silnych i słabych stron. Daje to przy pisaniu historii niemal automatyczny dostęp do środków, które wedle potrzeb ułatwią bądź skomplikują działania bohaterów.

Najwięcej radości dają słabości! Da się je podzielić na dwie grupy. Pierwsza  obejmuje takie cechy bohatera, które utrudniają życie tylko jemu, np.: bieda, lękliwość, jedna noga krótsza. Ale osobisty dramat to żadna atrakcja! Druga grupa jest ciekawsza – obejmuje cechy, przez które bohater rani wszystkich wokół (często nie uświadamiając sobie tego) – z naszej piątki Bzdzisław jest tu modelowy.

Relacje z innymi bohaterami

O powiązaniach w świecie „Robactwa” moglibyśmy napisać drugą „Grę o tron”. Dużo czasu zajęło nam nie tyle ustanowienie relacji między głównymi bohaterami, co konstruowanie „robaczywego” społeczeństwa, grup interesów, tajnych bractw, wymyślanie problemów społecznych, czy w końcu charakteru dzielnic, na jakie podzielone ma być miasto robaków. Jest grubo!

Mimo że podchodzimy kompleksowo do konstruowania charakterów, nie określamy ich do końca. Celowo. Zostawiamy sobie możliwość „odkrycia” jakiejś wygodnej cechy bohatera, która ułatwi rozwinięcie fabuły. Czym więcej odcinków, tym postacie będą bardziej „dotarte”. Opracowanie wszystkiego od razu w zwodniczo ostatecznym kształcie, narzuciłoby ograniczenia na nieunikniony i nie do końca przewidywalny rozwój sytuacji w świecie „Robactwa”.

Wkrótce naskrobiemy coś o zasadach, jakie sobie przyjęliśmy przy projektowaniu świata. Następny post o tunelach pod ratuszem będzie sześć razy dłuższy i zawrzemy w nim fascynujące tabele żyzności gleb (w kroju maszynowym).

Rekonesans

Relacjonowanie naszych prac nad „Robactwem” nie będzie różnić się zasadniczo od relacji z podróży. Dla wygody należałoby tylko przedstawić mapę całej „wyprawy”, żeby szanowny czytelnik bloga wiedział, w którym miejscu aktualnie znajduje się nasza ekipa. Niestety na chwilę obecną dysponujemy strasznymi diagramami dla świrów…

diagram-progres

…które bardzo nam ułatwiają ogarnianie całego procesu, ale są niekomunikatywne dla osób postronnych.

Obiecujemy jednak, że już wkrótce powstanie przyjazna w odbiorze mapa z prawdziwego zdarzenia, bez białych plam i z bardzo opisową legendą. Mapa będzie stale aktualizowana – będziemy wbijać chorągiewki w kolejne miejsca zdobywane przez nasz oddział.

mapa-zajawka

Ujawniamy tajemniczą postać

W zeszłym tygodniu zapowiedzieliśmy kolejną postać. Dziś ujawniamy jej tożsamość.

Ale najpierw przedstawimy zwycięzcę naszego konkursu. Jedyny który odgadł kim jest bohaterka, nasz niepowtarzalny, nietrzeźwiejący, niekulturalny – Bzzzzzzzdzisłaaaaaaw!!! Klap, klap, klap. Specjalnie dla niego animowany GIFt:

gift

A teraz nasza postać…

Zbiegła kulka żuczka gnojarka
Córa Chaosu. Odpowiednik kawalerii w starych westernach (alias screenwriter’s problem solver). Pojawia się znikąd, by wprowadzić nowy, nieoczekiwany bieg wydarzeń.

Kulka

W następnym poście, zdradzimy jak powstawał scenariusz.